Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roman Boryczko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roman Boryczko. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 stycznia 2013

Roman Boryczko o Kolekcji


Ćwierć pauzy



Kadr nawet nie drgnie, kiedy zeskakuję na pierwszy plan z wysokości czwartego piętra. Za mną świat płonie albo inne pociągi, ale stać mnie jeszcze na gest, więc poprawiam mankiety. Marynarki mam takie, że nie sposób ich potargać, więc zdejmuję je wyłącznie na basen i do łóżka.
Raz na jakiś czas zmieniam kolor kochanki i twarz – ta zawsze ważna dla współczesnego kina. Od niedawna szklą mi się oczy na błękit głębi Pacyfiku, albo to tylko głupi wymysł producenta, ale to nieistotny szczegół.
Jeżeli bankiet, to zawsze z muchą i vodka martini, i vodkatini, i kangaroo cocktail. I nie lubię, kiedy tłuste, dlatego dobrze wstrząsnąć i nie mieszać. W trosce o serce, oczy i by ustrzec się przed wylewem – z wiekiem coraz głębiej w grupie ryzyka.
Każde pokolenie ma swojego mnie. Jestem olbrzym, co porywa świata konteksty i buduje nowe na gruzach zwietrzałych alegorii. Ja jestem gigant, na którego przyjście czeka masa i ginie pod nią ogłuszone być i albo, i nie być. A nazywam się Bond-pauza-James-ćwierć pauzy-Bond.
 

Roman Boryczko

Katarzyna Górna, Happy Birthday Mr President, 2004, wideo / DVD, 9'32'', kadr z filmu
Katarzyna Górna, Happy Birthday Mr President, 2004, wideo / DVD, 9'32'', kadr z filmu

Katarzyna Górna, Happy Birthday Mr President, 2004, wideo / DVD, 9'32'', kadr z filmu

Katarzyna Górna, Happy Birthday Mr President, 2004, wideo / DVD, 9'32'', kadr z filmu

Projekt Podzielmy się Kolekcją! w ramach programu Otwarta Przestrzeń Sztuki. Edukacja kulturalna w Bunkrze dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Roman Boryczko o Kolekcji Bunkra



 


Dawno, dawno temu z lewej strony niczego, kiedy nikt nie widział (nie myślałby widzieć), Osiem legło na swoim lewym boku. Nikt na nie nie wpadł – jak stało, tak legło – ktoś uważny po prostu to zauważył. Ciężko określić jednoznacznie „kiedy”.
Tak się akurat złożyło, że po drugiej stronie – jednokładnie i równie dawno (tego jesteśmy pewni) – to samo Osiem pokładło się na prawym boku. Z dodatnim jest już łatwiej: można by gdybać, że jakoś to będzie, bo będzie – tak lub inaczej; ale to, co było inne już nie będzie. Od tamtej pory wszystko poniżej zera – z lewej strony – bierzemy za „minus” pół z przewróconego osiem, a powyżej zera – z prawej strony – za „plus” pół wszystkiego.
Nadzy, ubrani, wykształceni, błogosławieni, niewyuczalni czy przeklęci stanowimy w sumie jedynie sześć miliardów punktów Prostej. Nieskończenie wiele wydarzyło się przed nami i wszystko może stać się po nas. Objawiając sobie prawdy powszechne, mniej lub bardziej świadomi naszej nieistotności, próbujemy znaleźć absolutny wytrych – poukładać to, co Osiem nabałaganiło, kiedy legło. Najmądrzejsi starcy by tego nie wymyślili, a kto by to uporządkował i zliczył! Tyle piękne, co prawdziwe, bo choćby przyszło komuś to pojąć (chcącemu i potrafiącemu, niechcącemu i potrafiącemu, chcącemu i niepotrafiącemu lub niechcącemu i niepotrafiącemu) i choćby ten ktoś zjadł na tym tysiąc zębów, i choćby nie było już co liczyć i poznalibyśmy wszystko napisane na dwie pół osie i wywrotne osiem, to nie zabrzmią żadne trąby.

Roman Boryczko 

Edward Dwurnik, 163 rzeźbiarzy polskich, 1997, olej na płótnie, 148 x 148 cm
 

środa, 31 października 2012

Roman Boryczko o Kolekcji

Następna stacja, Metro Służew




Piotrek od małego kurczowo trzymał się wodzy fantazji. Matka wyciągała go na obiad za nos z kolejnych ceglastych tomisk fikcji. Mały Piotr kolejne lata nauki kończył piątką z przyrody, potem biologii. Amatorce krzyżówek, dumnej ze swojego syna, od zawsze służył szeregiem nierozwiązywalnych haseł.
Wszedł w dorosłość jak z kopyta, a miał za sobą dopiero dwa sakramenty. Świat mu przedstawiony zderzył się z jeszcze mniej realistycznym realnym światem zastanym. Nie pamięta, by kiedykolwiek miał kontakt z ojcem, chwiejącym się w pamięci, plotąc androny, odkąd padł był ofiarą Korsakowa.
Ten prędko wziął syna do galopu, fundując mu dzieciństwo na oklep. Prowizorycznie poprowadził wątki: prezentów pod choinką, wczasów pod gruszą, rozwoju zdolności interpersonalnych i ogniska domowego. Zamiast tego nauczył syna: szybko spać, kilku grypsów, jak przepijać i nie sparzyć, i pić na wdechu.
Kiedy ojciec wyciągnął kopyta, Piotruś pierwszy raz odetchnął pełną piersią. Dzieciństwo odeszło razem ze zmarłym i nikt mu tego nie odbierze. Kolejne wątki pisała samotna w swojej męskości dorosłość. Wszystko było po jego myśli i według zamysłu, bo tak być musiało.
Na Piotrku, a właściwie to na Panu Piotrku, żaden szablon nie leżał. Bez kompleksów przyznawał się do braku parcia na szkło. Mógł pochwalić się tym, że już jako gospodarny mężczyzna dochował z matką trzy podpalane krzyżówki owczarków niemieckich, odnowił elewację oraz wyremontował piwnicę i instalację gazową.
Zdawał na studia, kiedy był na to czas. Kiedy spróbował polskiego szkolnictwa wyższego, uznał je za zbędnie stresujące i wyłączył z diety. Żył w ten sposób: bez odwołań do tego, co odeszło i marzeń o tym, co przyjdzie. Marzenia zostawmy marzycielom, zapomnijmy o tym, co było i róbmy co się da.
Nie ma co opowiadać, szkoda język strzępić. Było? Było. Jakoś to będzie, a póki co jest to, co teraz jest.
Roman Boryczko 
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi-Dopmcwy2gBbPQVkG73ZP0ArZKZctkluzQel_ak0GvSeGa4LO1L8_sUHtavQVX37VihwOygFJ-DGfrey2Jvjo4ar9srTQX_uW7tDTY0hNkizQqZQhhkz17hh-ceBVFL02EcJN-H6Yf7E/s1600/BB+Poca%C5%82uj+mnie+w+pier%C5%9Bcionek.jpg
Bogusław Bachorczyk, Pocałuj mnie w pierścionek, 2010, technika mieszana na płótnie, 30 x 50 cm
Bogusław Bachorczyk, Limahl, 2009, technika mieszana, 30 x 30 cm

Projekt Podzielmy się Kolekcją! w ramach programu Otwarta Przestrzeń Sztuki. Edukacja kulturalna w Bunkrze dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

sobota, 27 października 2012

Roman Boryczko o Kolekcji

Historia Lin



Lin miał dwie lewe ręce i jedną wyrastającą jakby z pleców. Dla ułatwienia nazwiemy ją „prawą”. Dzięki temu mógł więcej niż normalni (a właściwie to normalne, bo był „serce, nie człowiek”) ludzie (serca). Mógł wszystko prędzej, bo miał trzy ręce.
Nasz wietnamski bohater rozbrajał spojrzeniem, niespotykanym fizis, które przewyższało inne kształtem, a w pewnych miejscach prze-szerzało, bo z twarzy był bardziej klepsydrzasty niż zwyczajny okrąg, latawiec, czy gruszasty; a w talii jak w klatce – miał to po ojcu.
Skupiał się przede wszystkim na doznaniach słuchowych; na węchowych mniej, a najmniej na smakowych; na wzrokowych wcale, bo nie mógł – w miejscu oczodołów nic mu nie wyrosło. To też dostał po ojcu, chociaż ten akurat słynął z sokolich oczu, o ironio, służąc w grupie, w której nota bene większość nie myślała strzelać inaczej niż z biodra.
Lin taki się urodził i takim należało go akceptować, póki żył – był Wietnamczykiem podatnym na nowotwory. Na zachodzie (np. w Zjednoczonym Królestwie) mógłby dłużej przeżyć. Na jeszcze dalszym zachodzie – ale bliższym mu wschodzie (tj. w Stanach Zjednoczonych) – niejeden Forrest będący w podobnej sytuacji dumnie swoje przeżył. Ojczyzna odpowiednio rzetelnie uczyła szacunku do życia.
Strukturalny analfabetyzm odziedziczył po przodkach po dioksynach. Miał dwie wspomniane lewe ręce, a rozwiniętej wstęgi „prawej” nie wieńczyły palce. Zresztą nie przeszło mu przez myśl tak siebie traktować. Nie mógł pisać, to nie mógł. Znajdzie się ktoś, kto to wszystko odtworzy; albo się nie znajdzie – mniejsza o większość, gdy idzie o życie.


Historia dziecka spłodzonego gwałtem w jednym z wypalonych napalmem lasów poruszyłaby każdego. I to nie tyle zbyt naiwne, co geograficznie ciężko osiągalne – po prostu wejść tam, porozmawiać i nagrać materiał. Aby opisać coś okrutnie rzeczywistego, nierzadko potrzeba trochę fikcji, trochę zmyślić. A kiedy okazuje się, że życie dorównuje nierzeczywistością fikcji, wtedy można się łatwo odczarować: bańka twojego twórczego zaangażowania o zmiennej aktywności w problemy n-tego świata rozbija się o statystyczną nieistotność twoich akcji.

Roman Boryczko

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm
Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm
Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

Olaf Breuning, Bez tytułu, 2006, ołówek, 25 x 15 cm

 
Projekt Podzielmy się Kolekcją! w ramach programu Otwarta Przestrzeń Sztuki. Edukacja kulturalna w Bunkrze dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

wtorek, 16 października 2012

Roman Boryczko o Kolekcji

Punkt przegięcia



Zadanie

Mirek miał cukiernię w podwarszawskim mieście powiatowym. Smażył najlepsze pączki w gminie. Mirka znali wszyscy na osiedlu; cenili wszyscy w rodzinie. Pączki, które sprzedawał były nietanie, ale i sam siebie też słusznie wysoko cenił. Najpierw był on, a potem pączki.
Popularność cukierni Mirka szacuje się na dużą, przyjmując za zmienną liczbę dostaw do okolicznych wiosek, bo ta – nie dość, że wielka – ma wysoki, dodatni współczynnik. Na rynku Mirka popularność to sprzedaż, sprzedaż to dochód, a dochód przynosi zysk – po prostu.
Pewnego okresu rozliczeniowego w swoim królestwie pączków Mirosław swój zysk z dochodu przeznaczył na garnitur i hurtowy zakup jabłek. Część z nich wykorzystał do produkcji konfitur, a wolne czynniki produkcji sprzedawał. Prosta strategia. Mówili, że ją przegiął – ale w którą stronę?
Czy Mirek zrobił dobrze, odważywszy się zaatakować rozwinięty rynek dostawców owoców i warzyw?

Wskazówka: Punkt przegięcia – moment przyspieszenia funkcji, w którym jego przyspieszenie równe jest zero. Punkt przegięcia może zapowiadać poprawę wartości lub ich załamanie w określonej dziedzinie.

Roman Boryczko

Wilhelm Sasnal, Bez tytułu, 2000, olej na płótnie, 42 x 43 cm

Wilhelm Sasnal, Bez tytułu, 2000, olej na płótnie, 42 x 43 cm

 
Projekt Podzielmy się Kolekcją! w ramach programu Otwarta Przestrzeń Sztuki. Edukacja kulturalna w Bunkrze dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.